Rozmowa z Mieczysławem Strukiem, Marszałkiem Województwa Pomorskiego.

- Generał Haller, dokładnie jak przed stu laty, odwiedził Gdańsk, potem przejechał pociągiem do Pucka i wrzucił zaślubinowe obrączki w morze. Jak Pan ocenia przebieg tegorocznych – wyjątkowych – uroczystości.

- Przede wszystkim chciałbym podziękować wszystkim, którzy się w te wydarzenia aktywnie włączyli. Czy to w Gdańsku w niedzielę, czy w poniedziałek w drodze do Pucka i w samym Pucku. W niedzielę na gdańskim dworcu mieliśmy prawdziwe tłumy ludzi – byli najmłodsi, seniorzy, nie brakowało całych rodzin. Wszyscy zwiedzali zabytkowy pociąg, brali udział w festynowych atrakcjach, świetnie się bawili. Tylko w grze miejskiej, która wiodła ulicami Starego i Głównego Miasta wzięło udział około 1200 osób! A kiedy po czternastej na przystrojony flagami i transparentami peron wjechał konno generał Haller, to widziałem jakie wywarło to wrażenie na wszystkich zebranych. Dla mnie osobiście też był to niezwykle podniosły i wzruszający moment.

- Przypomnijmy: sto lat temu Haller otrzymał obrączki właśnie od Polaków z Gdańska.

- Tak, odtworzyliśmy historyczną scenę z 1920 roku, kiedy rządowa delegacja jechała z Torunia do Pucka. W pociągu z Hallerem był też m.in. minister spraw wewnętrznych Stanisław Wojciechowski (późniejszy prezydent Polski) i dr Stefan Łaszewski, wojewoda pomorski, który przed wojną siedzibę miał w Toruniu. W Gdańsku na pociąg czekały tłumy Polaków, lokalne władze i nowa administracja województwa pomorskiego. Podczas spotkania na dworcu dwie platynowe obrączki z wygrawerowanym napisem „Gdańsk 10.2.1920 Puck" Hallerowi wręczył dr Józef Wybicki, pierwszy starosta pomorski. To był bardzo odważny gest, pokazujący, że mimo decyzji o utworzeniu Wolnego Miasta gdańszczanie czują się Polakami. Pewnie gdyby nie te obrączki, wizyta Hallera w Pucku miałaby zupełnie inny przebieg. A dzięki nim doszło do symbolicznych zaślubin, które zapisały się na kartach historii i które wspominamy do dziś.

- Przekazanie obrączek i festyn na dworcu to nie jedyne wydarzenie zorganizowane przez Samorząd Województwa Pomorskiego.

- Tego samego dnia, jeszcze przed południem odbyła się uroczysta sesja Sejmiku Województwa Pomorskiego z udziałem samorządowców z województw Kujawsko-Pomorskiego i Zachodniopomorskiego. Po południu mieliśmy też w Dworze Artusa prezentację książki „Powrót Pomorza w Granice Rzeczypospolitej". To bardzo ciekawa publikacja przygotowana przez Cezarego Obracht-Prondzyńskiego i Krzysztofa Kordę, w której znalazło się wiele niepublikowanych dotychczas zdjęć i dokumentów historycznych. No a wieczorem w Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance odbył się niezwykły koncert, podczas którego swoją prapremierę miała „Balticetta" – utwór skomponowany specjalnie na stulecie przez Leszka Możdzera.

- Wrażeń najwyraźniej nie brakowało. Ale było to dopiero preludium, bo główne uroczystości czekały nas wszystkich w poniedziałek.

- 10 lutego z samego rana wyruszyliśmy zabytkowym pociągiem do Pucka. Mimo wczesnej pory chętnych do podróży też nie brakowało, pociągiem jechało ponad 200 osób. W wagonach było dość tłoczno, ale wszyscy pasażerowie mieli świetny nastrój. Generał Haller (znakomicie zagrany przez rekonstruktora) przechadzał się po wagonach i nastrajał nas patriotycznie. Towarzyszyła mu inna historyczna postać – ksiądz Józef Wrycza. Kolorytu dodawali liczni Kaszubi przebrani w barwne stroje. Mieliśmy dwa postoje – w Gdyni i w Redzie, ale warto podkreślić, że na całej trasie pociąg witały tłumy ludzi, którzy stali nie tylko na peronach, ale czasem nawet w szczerym polu, machali do nas, uśmiechali się. I znów – było w tym przejeździe, w tej atmosferze, coś naprawdę wyjątkowego. A największy tłum przywitał nas na stacji w Pucku, skąd wspólnie, w pochodzie, przeszliśmy na Rynek.

- Najważniejszym momentem było jednak odtworzenie historycznych zaślubin…

- Dla nas, jako organizatorów tej części, tak. Ale pamiętajmy, że wcześniej odbyły się równie ważne, oficjalne uroczystości z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy. Dopiero po nich generał Haller i jego żołnierze ruszyli nad wody Zatoki Puckiej. Dokładnie w to miejsce, gdzie przed stu laty istniała baza wodnosamolotów. Obecnie jest to teren prywatny, niedostępny dla postronnych, więc tym bardziej się cieszę, że mogliśmy z niego skorzystać. I znów – mimo, że pogoda była równie kapryśna jak przed stu laty – frekwencja dopisała: na nabrzeżu zgromadził się tłum widzów, którzy mieli okazję zobaczyć, jak generał Haller wrzuca obrączkę w morską toń.

- Czy wraz z zakończeniem rekonstrukcji zakończyły się rocznicowe wydarzenia?

- Największe emocje faktycznie już za nami, ale pamiętajmy, że czeka nas jeszcze powtórka gdańskiego koncertu Leszka Możdżera w Słupsku. A na początku lata – kolejny Światowy Zjazd Kaszubów, gdzie również będziemy nawiązywać do stulecia zaślubin. Natomiast jesienią (jeśli wszystko dobrze się potoczy) pojawią się pierwsze ze stu łodzi, które pomorskie samorządy wspólnie zakupią w ramach projektu „100 łodzi żaglowych na 100-lecie zaślubin Polski z morzem". To będzie taki trwały element, który – mam nadzieję - będzie nam przez lata przypominał o tym wyjątkowym jubileuszu, w którym wspólnie mogliśmy uczestniczyć.